Featured

Mononoke

Moja tapeta — ideał miłości. Pewna siebie wytatuowana kobieta/dziewczyna z nożem w ręku i ustami umazanymi krwią. Zapewne niczym wampir chłepta krew swego kochanka — połączenie dominacji i poddania — idealna. Wydaje się że dominuje — jednak umrze bez niego.

Wampiry przecież nie są łowcami — a symbiontami ludzi — czyż nie lepiej pić krew z cieplych ramion kochanka niż szyi pijaczyny w portowej uliczce? Akt seksualny w pełnej krasie — nawet jest aspekt dawania życia (nie - tworzenia nowego). Mężczyzna jako dający życie. Kobieta jako byt zbyt słaby by je podtrzymać (czy też według Arystotelesa samodzielnie tworzyć małe ludziki — mieszkające w spermie). Stąd wamipr.

Domina. Zdominowała mi pulpit — nie dość że patrzy z niego umazana krwią twarz, to jeszcze cały layout graficzny kompa zrobił się biało—czerwony. Krew na śniegu — życie i niewinność — nie — pierwotna niewinność.

Choć w filmie krew na ustach nie jest krwią kochanka — ale matki (nie matki zabitej w karykaturze mordu założycielskiego Freuda). Matki ranionej przez ogień cywilizacji. Z rany trzeba wyssać truciznę — stąd krew na ustach. Niewinna krew na ustach niewinnej dziewczyny.

Gdzież jest miejsce na winę jeśli życie jest wypełnione przez naturę? Przes sam świat? Wina i wstyd są wymysłem cywilizacji. Cywilizacji która nie ma do Niej dostępu.

Potem w filmie ratuje swojego kochanka. Ten zbyt słaby by przełknąć cokolwiek sam, będzie jadł przeżute przez nią mięso. Silne naturalne, prymitywne gesty. Jest w nich moc. W ziemi jest moc.

Filozofowie pchają się do gwiazd. Oderwani od mroku ziemi pną się do gwiazd — jednak odrywając się od ziemi pozbawiają się domu i siły. Miast lecieć prosto wzwyż (brak kontaktu z ziemią odbiera im mądrość) — wlatują na dziwną pokręconą orbitę dookoła ziemi (od której odlecieć nie mogą — miłosny uścisk grawitacji).

Zaznawszy przestworzy powrócić do ziemi. Zaznawszy wypajalącego światatła słońca powrócić w ciemny wilgotny las. Las jest ten sam — podróżnik inny. Ludzkość spróbowawszy wolności wróciła do domu — nie będzie chciała znów z niego uciec.

Patrzy na mnie wyzywająco. 'Piszesz' — mówi — 'bełkoczesz. Po prostu bądź. Ach! Piszesz i jesteś na raz? Edukowany prymitywizm. Myślisz że to da się pogodzić? Pokręcona cywilizacja. Mówisz że jesteś prosty, jednopłaszczyznowy? Tak przynajmniej mówią Twoi znajomi. Cóż przy mnie i tak jesteś fałszywy. Nigdy ci nie zaufam'.

Gdzież jest miejsce na zaufanie w świecie natury? Gdzież można oczekiwać zwierzeń w świecie bez sekretów? Jakże można roztoczyć opiekę w nad personifikacją natury?

Czyżbym zobaczył łagodny uśmiech na umazanych krwią ustach?

mononoke15.jpg

więcej...

Wszystkie najlepsze

Wszystkie prawa zastrzeżone. Chcesz wykorzystać te materiały? Daj mi znać (mail, komentarz na forum, prywatna wiadomość) -- na pewno się zgodzę.